Uwaga!

10. Upadek

           Lena, szczupła, brązowooka brunetka, z cichym krzykiem złapała się za głowę. Bolało okrutnie, dziewczyna czuła się, jakby coś zaczęło bardzo mocno napierać na jej skronie. Wzmocniła uścisk i otworzyła usta, z trudem nabierając powietrze. Oddychała bardzo głośno, jakby nie umiała sobie z tą czynnością poradzić. Tak było. Nie mogła zaczerpnąć tchu, nie mogła zrobić nic. Okropny ból głowy jeszcze bardziej się nasilił, znów dał o sobie znać, a ona nie dała rady nawet oddychać, co dopiero wzywać pomocy.
Zakręciło się jej w głowie, ale już po chwili wszystko się zatrzymało, powróciło do normalnego stanu. Ból głowy ustąpił, a dziewczyna mogła nareszcie normalnie zaczerpnąć tchu, z czego chętnie skorzystała. Oddychała szybko i płytko, jakby bojąc się, że za chwilę ktoś znów odetnie jej dostęp do cennego powietrza. Pochyliła się, jak po długim biegu, ręce opierając na kolanach. Wszystko powoli wracało do normy, ale... właśnie, zawsze musi być jakieś "ale".
Lena przeczuwała, że to jeszcze nie koniec, że to nie może się tak po prostu urwać. Przecież Oni zaszli tak daleko! Na pewno nie porzucą teraz swojego dopracowywanego tyle godzin planu.
Nie myliła się. Jakaś niewidzialna ręka znów zaczęła ją dusić, a głowa zdawała się za chwilę pęknąć. Dziewczyna czuła, jakby była zaczepiona pomiędzy dwoma światami, jakby właśnie umierała.
Wtedy jej powieki opadły, a przed oczami stanęła tylko ciemność.
Ciało dziewczyny spadało w dół i w dół, jakby wepchnięte w niekończącą się przepaść. Zamknęła oczy, by nie widzieć, jak się ta nieoczekiwana podróż skończy. Czuła szum wiatru, zaplątującego się co chwilę w jej długie włosy. Gdyby nie wizja tego, co za chwilę najpewniej się z nią stanie, na pewno zaliczyłaby tę wyprawę do jednych z najbardziej udanych.
Od początku lotu minęło już dobre kilka minut, kiedy Lena stwierdziła, że coś tu jest nie tak, niemożliwe przecież, by tak długo spadała. Poza tym, nie czuła już tego delikatnego tańca wiatru w kosmykach kasztanowych włosów. Powoli i ostrożnie otworzyła oczy. Rozejrzała się dookoła, ale nic nie zauważyła, wszędzie panowały dosłownie egipskie ciemności. Wiedziała tylko, że na pewno nie spada już i najprawdopodobniej o nic się nie rozbiła. Chyba jeszcze żyła.
Zaczęła powoli gładzić ręką obszar wokół niej. Grunt był miękki, przyjemny i, co najbardziej zdziwiło nastolatkę, ciepły. Lena położyła się, by po częściowym przywyknięciu do ciemności, spróbować zobaczyć to, co ją ocaliło. Z perspektywy czasu, można powiedzieć, że lepiej byłoby, gdyby wtedy nie zrozumiała, z czym ma do czynienia, ale przecież teraz niczego już nie cofniemy. Trzeba więc powiedzieć, że pierwszym, co dziewczyna poczuła i czego się dowiedziała, było to, że powierzchnia, na której się znajduje się rusza... Już chwilę później Lena była pewna. Znajdowała się na czyjejś ręce.

Święta oczywiście przegapiłam, przepraszam, sylwestra też, ale życzę Wam dzisiaj jak najlepszego, szczęśliwego i pełnego miłości roku 2013.

9. Przepaść

Jer ostatni raz odwrócił się za siebie. Chciałby widzieć ich minę, kiedy wreszcie to zrobi. Wielu z nich krzyczało, żeby jeszcze raz się zastanowił, żeby nie podejmował pochopnie decyzji. Ale on już wiedział. Wiedział, że nie umie tego zrozumieć i nigdy tego nie pojmie. Jak można kochać kogoś tak wątłego, małego, beznadziejnego? Kogoś, kto tak łatwo upada i przez swój egoizm tak często rani. Kogoś wiele mniej doskonałego niż on. Kogoś, kto tak naprawdę jest nikim.
Większość odsunęła się do tyłu, by w złości nie pociągnął ich przypadkiem za sobą. Prychnął kpiąco. Wcale ich nie chciał, nie potrzebował. Liczył się tylko On, a On ukochał mocniej kogoś innego. Jak można? Jak tak potężna Istota mogła w ogóle pomyśleć o tym marnym prochu, o tej stercie pyłu? Jer nie mógł tego zrozumieć. Nie chciał.
Krok w przód. Zapragnął znów się odwrócić, by po raz ostatni ogarnąć wzrokiem swoich dawnych współtowarzyszy. Nie. Jego ciało mu na to nie pozwoliło. Umysł też powoli zaczął mu tego odradzać. Nie mogli pomyśleć, że się waha. Muszą wiedzieć, jak odchodzi się z klasą.
Stuk, stuk, stuk. Kilku z nich powoli szło za nim. Słyszał to i czuł ich obecność. „Odejdźcie!” chciał krzyknąć, lecz głos uwiązł mu w gardle. Odgłos kroków urwał się. Nie podeszli zbyt blisko, stali w bezpiecznej odległości. Oni nie chcieli go przekonywać. Nie wiedział skąd to wie, ale był tego pewien.
Jer przypomniał sobie Jego twarz, gdy mówił Mu o swojej decyzji. Było na niej tyle bólu i cierpienia już w momencie, kiedy do Niego podchodził. Jakby wiedział, co za chwilę usłyszy. Jer był pewien, że On wiedział. Nie mógł patrzeć Mu w oczy. Widział w nich tyle miłości. Miłości bezgranicznej, ciepłej, takiej, jakiej nikt inny nie mógł dać. I tyle smutku. Smutku z powodu tego, że odchodzi. Nie było w nich jednak ani żalu, ani rozczarowania. On był po prostu doskonały. A Jer musiał go opuścić. Nawet trochę tego chciał. Tylko trochę, bo on… on po prostu Mu zazdrościł. Kochał Go, a jednocześnie też chciał być tak wspaniały, mieć taką władzę, tyle istot pod sobą.
Przyszły mu na myśl obrazy wszystkich stworzeń, którymi się do tej pory opiekował. Wszystkich roślin i zwierząt, zarówno tych maluczkich, jak i tych ogromnych. A wszystkie one były takie dobre…
Ale teraz będzie tylko pustka. Musi zostawić wszystkie te wspomnienia za sobą. Musi udowodnić Mu, jak wielki błąd popełnił, wynosząc tą marną istotkę nad wszystkie inne. I zrobi to. Na pewno. Z taką myślą Jer rzucił się w przepaść.

Wiadomości

... za szablon (dostosowany do rozdzielczości ekranu 16:10 i 16:9) dziękuję cudownej Jill z równie cudownych Zaczarowanych szablonów.