Uwaga!

18. Cień

Oczywiście nie zdążyłam, przepraszam... Osobie, której to obiecałam przez maleńki skrawek papieru. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz, jeżeli tu jednak zerknęłaś... 



Nim delikatnie odwróciła świeczkę w dłoni. Zanurzyła palec w ciepłym wosku i zaczęła się bawić zastygającą powoli parafiną. Budowała z niej najróżniejsze kształty. Od zawsze to lubiła. Czuła na sobie wygasające powoli ciepło tego tak naprawdę bezużytecznego już bez knota skrawka niczego, a przyjemny dreszcz przechodził po plecach, przekazując jej jakąś energię, którą nie do końca pojmowała.

W całym pomieszczeniu panował prawie absolutny mrok. Rozjaśniał go tylko nikły płomyk świeczki, stojącej posłusznie na stoliku. Nim wpatrywała się w niego uparcie już od kilku minut, nie patrząc nawet na to, co robi z trzymanym w ręce woskiem. Gdy w końcu przeniosła wzrok na dłoń, leżał na niej bezwładnie kształt przypominający motyla, czarnego motyla, jakiego widziała ostatnio na okładce pewnej książki. Nie pamiętała już jej tytułu, ale pomimo tego musiała ją znaleźć. Delikatnie wsunęła zastygniętą parafinę do kieszeni bluzy. Już niedługo się tym zajmie.

Rozejrzała się po pokoju. Przy zasłoniętym ciężkimi firanami oknie ustawiono fortepian. I to chyba już dość dawno, bo pokrywała go bardzo gruba warstwa kurzu. Jak wszystko w tym domu zresztą. Dobrze, że nie musi tutaj sprzątać. Chyba poddałaby się bez walki. Nawet stół i krzesła były tak zakurzone, że nie dało się na nich usiąść, przed wytarciem ich, nie ryzykując ubrudzenia się w całości. Oprócz tych kilku prostych mebli i pięknego mimo swej starości, a może właśnie dzięki niej, instrumentu, nie było w pokoju nic, mimo, iż był dość duży.

Chociaż może nie do końca nic. Na fortepianie stały przecież świeczki. Bardzo dużo świeczek. Może kiedyś ktoś znał ich przeznaczenie, ale dziś, w dobie elektroniki coraz szybciej wychodziły z użycia i mało gdzie można je było kupić. A w takiej ilości? W takiej ilości już w ogóle. A jednak tutaj były. Były i jakby na nią czekały. Co prawda widziała je już wcześniej, ale teraz ich ilość sprawiła na niej jeszcze większe wrażenie. Wskazała palcem na pierwszą z brzegu i zamknęła oczy. Gdy je otworzyła, świeczka paliła się. Uśmiechnęła się, opuściła rękę i jeszcze raz mocno zacisnęła powieki. Tym razem, gdy znów spojrzała na fortepian, pomieszczenie rozświetlał już snop światła płynący ze wszystkich umieszczonych na nim ogarków. Mruknęła z zadowoleniem i już miała wyjść z pokoju, gdy nagle zauważyła poruszający się po ścianie cień. Instynktownie odwróciła się, by sprawdzić, kto za nią stoi, jednak nikogo tam nie było. Szybkim ruchem ręki zgarnęła ze stołu świeczkę, którą wcześniej się bawiła i rozejrzała się po pokoju. Naprawdę nikogo tam nie było. Nie miało prawa być. A mimo to widziała cień, który nie należał ani do niej, ani do niczego, co znajdowałoby się w tym pomieszczeniu. Ten cień żył własnym życiem. Teraz już nawet się nie skradał. W żaden sposób nie krył tego, że zmierza w jej kierunku. Nim nie miała najmniejszego pojęcia, co powinna w takiej sytuacji zrobić, ale stwierdziła, że najlepszą opcją będzie po prostu się wycofać. Wybiegła z pokoju, wciąż oglądając się za siebie. I wtedy stało się coś jeszcze bardziej dziwnego.

Nie wiedziała, jak to możliwe, ale w tej chwili zobaczyła, że cień wyszedł jakimś cudownym sposobem ze ściany, stanął przy fortepianie i zaczął zrzucać na podłogę zapalone świeczki. Jedną z nich nawet podpalił zasłonę. Nim w zdumieniu przystanęła na chwilkę i minęło dobre kilkanaście sekund, zanim zorientowała się, że miała przecież uciekać. Szybko ruszyła w stronę wyjścia. Chciała to ugasić, sprawić, by pożar nie strawił domu, fortepianu, świeczek, ale wiedziała, że nie ma na to czasu. Cień deptał jej po piętach. 

Jak na wędrówkę po nieznanym domu z jedną tylko świeczką, która miała oświetlać jej drogę powrotną, radziła sobie dość dobrze. Mimo tego gdy dopadła drzwi wejściowych, cień już tam był. Choć teraz już sama nie wiedziała, czy faktycznie można to coś nazwać cieniem. Ze ścianą pożegnał się póki co już chyba na amen, podszedł do Nim i wsadził rękę do jej kieszeni. Co prawda dziewczyna była zaskoczona, ale nie zapominała o samoobronie. Na niewiele się ona jednak zdała, bo ręka nastolatki dosłownie przeszywała cień, nie wyrządzając mu żadnej szkody. Nie mogła nawet wyrwać temu stworzeniu kawałka wosku, który wyciągnął z kieszeni jej bluzy, bo zaraz gdy to zrobił, zniknął. Nie było go. Dziewczyna nie wierzyła własnym oczom. Musiała dopiero poczuć smród palonego materiału i przeszukać kieszeń kilka razy, żeby uwierzyć, że to wszystko wcale się jej nie przyśniło.

Z trwogą w oczach szarpnęła drzwi i wydostała się do ciemnego, pustego, zaniedbanego ogrodu.




Blogspot mnie nie słucha i nie chce zrobić akapitów. Stawia warunek: albo akapity, albo justowanie. Ktoś chce mi pomóc?

3 komentarze:

  1. Ile emocji!
    Ślicznie... potrafisz trzymać w dużym napięciu :0
    Ten cień... tyle pytań.
    Niestety Ci nie pomogę, mam tak samo. Ja postawiłam na justowanie, a do robienia akapitów służy mi spacja... Ciii, nie ważne jak to potem wygląda :) ;-;
    Ale bardzo podoba mi się jak piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz patrzę na datę i mi smutno ;-;
      Aught...

      Usuń
  2. Witaj :)

    Właśnie zaczynam moją przygodę z publikowaniem swojej twórczości pisarskiej w formie bloga. Byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś na niego zerknęła :)

    http://sarah-bandet.blogspot.com/p/strefa-czytania.html

    Przepraszam za spam, ale chwilowo nie mam innego pomysłu na promowanie bloga jak tylko zostawianie komentarzy...

    W wolnej chwili chętnie wrócę i przeczytam twoje historie :)

    OdpowiedzUsuń

Wiadomości

... za szablon (dostosowany do rozdzielczości ekranu 16:10 i 16:9) dziękuję cudownej Jill z równie cudownych Zaczarowanych szablonów.