Uwaga!

Wieczorne opowieści...

...czyli o tymże blogu (tylko dla zainteresowanych) słów kilka.
(Ta podstrona będzie co jakiś czas aktualizowana, znajdziecie na niej informacje o tym, czym inspirowałam się, pisząc niektóre teksty i różne ciekawostki na ich temat).

       Adres bloga wziął się z tego, że czasami dość późno napadają mnie jakieś ciekawe czy dziwne pomysły na różnego rodzaju teksty. Są to właśnie takie nocne przebłyski - siedzą sobie ze mną chwilkę, a później szybko uciekają, wygasają. Ale to, co napisane, zostaje...
       Napis na belce jest po części dlatego, że nie znalazłam żadnego innego (ech, jakież to prozaiczne…), a po części (ale tej większej), ponieważ kiedy już na niego wpadłam, bardzo mi się spodobał, wydawał mi się taki klimatyczny. I wyobraziłam sobie, że kiedy nie mogę spać , bo mam już te swoje wcześniej wspomniane napady, pisząc, rozmawiam z gwiazdami...
Koniec miał być początkowo tekstem o anorektyczce, która umiera na szkolnym boisku z wycieńczenia i głodu, ale coś mi w nim nie pasowało, choć teraz już sama nie jestem w stanie przypomnieć sobie, co. Pamiętam tylko, że jakaś rzecz wydawała mi się nielogiczna, dlatego zmieniałam ją i, cóż, wyszło z tego to, co widzicie dzisiaj.
Komplikacjami chciałam przypomnieć osobom, które je przeczytają, a także sobie, o niebezpieczeństwie związanym z sektami. Co prawda trochę wyolbrzymiłam chyba skutki należenia do takich grup, ale przypuszczam, że czasami i podobne rzeczy mają w niektórych z nich miejsce.
Kiedyś na języku polskim czytaliśmy krótki opis przeżyć wewnętrznych napisany w drugiej osobie liczby pojedynczej. Ta forma strasznie mi się spodobała, musiałam coś z nią zrobić i dlatego napisałam Wspomnienia.
Konflikt to opowiadanie napisane na lekcje. Mieliśmy przedstawić sytuację, w której pozornie małe nieporozumienie przynosi fatalne skutki. Pierwotnie musiałam też zrezygnować ze zniknięcia dziewczynki, które już od początku pisania tego tekstu siedziało mi w głowie.
Przepaść została natchniona pewnymi świetnymi wykładami, ale okazała się być odrobinę niepoprawna teologicznie, dlatego będzie poprawiana. Jak to ja, zawsze musiałam coś namieszać, już się nie biorę za coś,w czym nie do końca powinnam wprowadzać swojej interpretacji.
Na pomysł, by napisać Upadek wpadłam w kościele (nie pytajcie...). Zakręciło mi się w głowie podczas mszy i tak jakoś sobie o tym pomyślałam. Z tym, że później jakoś nie było czasu, tekst odkładałam z dnia na dzień... Wreszcie przyszedł sylwester. Większość wieczoru siedziałam w domu, bo byłam zmęczona i nie miałam się gdzie podziać. (To takie smutne!) Tak gdzieś przed północą dorwałam się do komputera i zaczęłam pisać. Sama byłam zaskoczona efektem końcowym. Chyba pierwszy raz w życiu to bohater prowadził mnie, a nie ja jego i było niesamowicie. Skończyłam już po północy, ale na blogerze została data z początku edycji postu, z trzydziestego pierwszego grudnia.
I Białonka i Teatr były pisane z myślą o udziale w konkursach. Pierwsze z opowiadań było kończone "na szybkiego" i wypadł mi w nim ogromny zgrzyt kompozycyjny - ostatnie zdanie było zredagowane tragicznie. Nadal mi się nie do końca podoba, ale nie mam zielonego pojęcia, jak inaczej można je byłoby je ująć. Ktoś chętny do pomocy? Teatr ma w sobie rys trochę autobiograficzny, jeżeli chodzi o spojrzenie na świat i przeszłość bohaterki. Bo aktorką nie jestem i nie będę, choć teatr wręcz uwielbiam.
Strzał też natchniony wykładami, tym razem bardziej męczącymi i nużącymi. Co prawda temat był interesujący i aż wypadało słuchać, ale sposób ich prowadzenia mnie wręcz usypiał. Powstał więc projekt takiej miniatury, a reszta już jakoś sama się ułożyła.
Karty pisane z pomocą koleżanki do szkolnej gazetki. Zauważyłam, choć dopiero teraz, że ostatnie teksty pozbawione są trochę takich magicznych zakończeń jakie miały niektóre poprzednie. Ciekawa jestem, z czego to wynika. Zaczęłam się skupiać bardziej na mocniejszym nakreśleniu i scharakteryzowaniu bohaterów i w sumie nie wiem czy to dobrze, czy źle.
A Cień zainspirowany dum, dum, dum, dum... Kaczorem Donaldem. Przeczytałam taki jeden (żeby to tylko jeden!) komiks w zamierzchłych czasach i mi zostało. I powstał Cień. Niektórych rozczarowuje, innym się podoba. Ja jestem z niego dość zadowolona i jak nigdy bardzo mi się podoba imię bohaterki. A to sukces, bo w dobieraniu imion jestem po prostu kiepska.

2 komentarze:

  1. Twórczość ciekawa, ale przede wszystkim blog jest wizualnie genialny. Ciekawa jestem co nowego stworzysz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo, grafika to niestety nie moja robota, ale trzeba przyznać, że Jill czyni z nią cuda.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń

Wiadomości

... za szablon (dostosowany do rozdzielczości ekranu 16:10 i 16:9) dziękuję cudownej Jill z równie cudownych Zaczarowanych szablonów.